Seweryn nalał brunetowi trochę wody na ręce,żeby ten mógł zmyć dziwną "maskę" z twarzy.
-I jak tam dziewczyny?-spytał gdy już obmył buzie.
-No cóż-westchnęła Marcela.-Na początek muszę Cię rozczarować.Niestety nie będziesz jak James Bond i nie wyślemy Cię na misje kradnięcia prania,ponieważ wszyscy tutaj noszą cholerne zbroje!
-I takie wisiorki! Możesz mi ukraść jeśli...
-Julia!
-Wiesz jeśli tak Ci na tym zależy to mogę Ci pomóc...-Seweryn uniósł brwi.
-Seweryn!
-No dobrze,dobrze...W każdym razie musimy skądś te zbroje wziąć.-wolałam nie wspominać o pogoni za nami.
-Może u kowala?-zagadnął szatyn.
-Ta! Pójdźmy jeszcze do spożywczaka! Może tam przetrzymują Kubę! Biedny robi przy pomidorach!-dziewczyna przybrała ironiczny głos.
-Właśnie spotkaliście może go?-spytał ignorując ją.Potrząsnęłam głowę i wbiłam pytający wzrok w chłopaków.-No cóż...My też go nie spotkaliśmy no ale...pewnie niedługo wróci.
-Powtarzam...Nie jest taką sierotą!
-Proszę przestańcie...-nagle wszyscy spojrzeliśmy na Kacpra.Chłopak miał zwieszoną głowę i wzrok wbity w ziemie.Serce zabiło mi szybciej.Byli przyjaciółmi? Widziałam jak czasami rozmawiali ale nigdy bym nie przypuszczała że...
-Ja chcę spać!-czar prysł.-No iść spać czy szukać Kuby!*Oto jest pytanie!
Seweryn uderzył chłopaka w głowę.
-Idź spać-uśmiechnął się i jeszcze go kopnął.Kacper powoli poczołgał się do namiotu.
-Słodkie...Słodkie kuzynostwo-mruknęłam.-A ja myślałam że znacie się od tak...
-No więc wracając do zbroi.Macie jakiś inny pomysł niż kowal?-spytał.Siedziałyśmy cicho wpatrując się w niego.-Tak myślałem...Julka pójdziesz jutro tam ze mną.Marcela spróbuj z Kacper skołować jakieś jedzenie.A teraz dobranoc!
-To było szybkie-powiedziałam kiedy odchodził.
-A poza tym! Dzisiaj wasza warta!-uśmiechnął się szyderczo i wszedł do namiotu skąd wydobywały się ciche jęki Kacpra.-Jeśli chcecie możecie sobie rozpalić ognisko.
-Łał...Jaki dżentelmen...-mruknęła Marcela.
-No już nie mów że nie jestem!-krzyknął już w namiocie.
-No cóż...przynajmniej obgadamy sytuacje-uśmiechnęła się-Jak ja mam to rozpalić...Nie umiem!-powiedziała i skrzyżowała ręce w geście protestu.Zmrużyłam oczy patrząc na nią próbując być groźna.Wstałam i poszłam po parę patyków i kamieni.Poukładałam gałęzie i otoczyłam wszystko kamieniami.
-Zapal to piromanko.
-Tylko raz spaliłam garnek!-warknęła i dobyła dwóch kamieni.Zaczęła nimi walić o siebie.Co jakiś czas tryskały iskry.Aż po paru minutach jedna z nich wystrzeliła w stronę prowizorycznego ogniska i zapłonął ogień.
-No! Dobra piromanka!
Myślenie Kacpra*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz