Tak więc po paru minutach rozdzieliłyśmy się z chłopakami i poszliśmy w różne strony.Starałyśmy kryć w się w cieniach srebrnych budynków.
-Spójrz-szepnęłam i wskazałam na dwie dziewczyny idące przed nami i plotkujące głośno.Ubrane były w skórzane spodnie oraz bluzki z jasnego materiału.Ale dziwniejsze było to,iż miały na sobie błyszczące zbroje.
-No tego raczej się nie pierze...-westchnęła Marcela.
Ruszyłyśmy dalej co chwilę spotykając co nowych mieszkańców.Każdy z nich nosił zbroję.Zaczynając od lekkich,skórzanych kończąc na grubych,metalowych.Niektóre dziewczyny nosiły kryształy zwieszone opaską na czole.
-Chcę takie-spojrzałam z poważną miną na Marcelę.
-Wyczaruję Ci! Magic!-uśmiechnęła się i poszła dalej.
-Ale wiesz chcę taki tylko niebieski...Myślisz że tu też są pieniądze?-zaczęłam się zastanawiać-No bo przecież skądś muszą mieć te ubrania i opaski...
-Wiesz na pewno znajdziesz tu pracę!
-A może...-wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.Przechadzałyśmy się dalej szukając co nowych rzeczy.Dziwnie się poczułam chodząc w bluzce z napisem "Boys love me!".
-Dzięki księżniczce stan naszego królestwa wyraźnie się poprawił!-usłyszałam męski głos zza rogu.Przywarłyśmy do ściany nasłuchując uważnie.
-Tak!-pojawił się drugi głos.-Na szczęście...Myślałem że ta cała księżna Martyna obejmie tron! Widziałeś co robiła tutaj? Aż strach się bać!
Zmarszczyłam brwi.A więc mają księżniczkę.Ale o co chodziło im z Martyną? Czy to ta którą znamy? Nagle nadepnęłam na coś co przypominało mi pułapkę na myszy.
-Co to było?-usłyszałam skrzyp zbroi.Marcela miała wzrok jakby zaraz chciała mnie zamordować.Zaczęłyśmy się powoli wycofywać aż na coś natrafiłam.
-A wy coście za jedne!?-krzyknął na mnie brodaty facet.Był dużo ode mnie wyższy.Patrzył się na mnie z góry z srebrnym hełmem na głowie.
-Wiej!-krzyknęła moja przyjaciółka i złapała mnie za rękę.Zaczęłyśmy biec ile sił w nogach.Za nami pobrzękiwały zbroje uderzające się o siebie.Gdy już ich zgubiłyśmy postanowiłyśmy wrócić do miejsca spotkania,w końcu zdobyłyśmy wszystkie informacje na temat ich ubioru.Gdy dotarłyśmy tam chłopaków jeszcze nie było.
-Myślisz że mówili o tamtej Martynie?-spytałam nagle.Dziewczyna spojrzała na mnie z rozkojarzoną miną ale po chwili ogarnęła.
-Wiesz może jest tu parę osób o imieniu Martyna!-usiadła wygodnie.-Poza tym ta nasza siedziała dość długo w pałacu Gilberta nie sądzisz? Nie mogła tutaj często przybywać.
-Też racja...
-Patrz kto wraca.
Odwróciłam się do nich i zaczęłam machać ręką.
-Seweryn i...Co Kacperek ma na twarzy?-zdziwiłam się.Gdy już do nas doszli prawie pękłam ze śmiechu.Kacper wyglądał jak klaun.Miał pomalowaną twarz na różne kolory tęczy.Szatyn,który szedł obok niego prawie nie wytrzymał ze śmiechu.
-A temu co?-zdziwiła się Marcela.
-Kiedy szliśmy trochę pozwiedzać jakieś dzieciaki go dorwały i posmarowały go tym czymś-uśmiechnął się.
-A jak pachnie!-zaczęłam się śmiać.
-Tak!-Brunet nie był zachwycony.-Bo przecież ja zawsze marzyłem żeby być klaunem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz