czwartek, 17 lipca 2014

Wszystko jest możliwe!-No to zaczynamy...-Rozdział 13

Z ogniska tryskały jasne iskry w odcieniach żółtego,pomarańczowego a czasami niebieskiego.Siedziałyśmy razem z Marcelą blisko ogniska nasłuchując każdego dźwięku.Coraz bardziej przybliżałam się do ognia,ponieważ każdy dziwny odgłos przyprawiał mnie o ciarki.Robiłam się coraz bardziej senna.Powieki ciążyły mi ale próbowałam nie zasypiać.
-Jestem głodna-Marcela przerwała ciszę.
-Ja też...Nie jadłyśmy nic od śniadania...
-W sumie w ciągu dnia nawet o tym nie pomyślałam-wstała i podeszła do małego krzaczka przy namiocie.-Myślę że później będę miała wstręt do tych jagód.
Przyniosła trochę do ogniska i zaczęłyśmy je jeść.
-Nie możemy odżywiać się samymi jagodami...-westchnęłam.
-Przydało by się jakieś mięso...
-Co ty? Chcesz się bawić w polowania?
-No co ty.-uśmiechnęła się lekko.-Wystarczy że skądś weźmiemy pieniądze i tadam! Możemy też coś zajumać...
-Marcela!
-Żartuje...No nie ważne prześpij się.Obudzę Cię na twoją zmianę-uśmiechnęła się.Ułożyłam się "wygodnie" na ziemi.Zamknęłam powoli oczy i nakazałam sobie spać.Słyszałam dźwięk palącego się ognia i nocne odgłosy zwierząt.Poczułam się jak w domu letniskowym cioci.Żadnych samochodów...
O tej myśli zasnęłam.
-Wstawaj!-usłyszałam cichy szept Marceli.Otworzyłam oczy.Usiadłam prosto i je przetarłam.
-Zimno-oznajmiłam i przeszły mnie ciarki.
-Lepiej się rozbudź bo teraz twoja kolej-po twarzy przebiegł jej złośliwy uśmieszek.
-Ta,wiem...-dziewczyna położyła się na moim miejscu i zasnęła.Ja wstałam i zaczęłam się rozciągać jak do gry w siatkówkę.Gdy już mi się znudziło wzięłam jakiś patyk i zaczęłam grzebać w ognisku.Potem łaziłam jak jakaś opętana wokół obozowiska aż usiadłam obok Marceli i powiedziałam sama do siebie:
-Ja chyba mam ADHD.
Zanim spostrzegłam był już ranek.Słońce wschodziło powoli na nieboskłon,a zaraz za nim jeszcze jedno trochę mniejsze.
-Moje plecy...-mruknęła nagle Marcela.-Nigdy więcej nie śpię na ziemi...
-Kup sobie łóżko...
Z namiotu wygramolił się Kacperek.Miał szopę na głowie gorszą od mojej.
-Co na śniadanie.
-Dobra!-przybrałam poważną minę.-Mamy do wyboru jagody,jagody i jagody.Co wybierasz?
-To trudne pytanie!-wstał i zmrużył oczy.-Ale chyba wezmę jagody.
Chwilę później wstał,również Seweryn i zjedliśmy razem jakże wyborne śniadanie.Gdy się trochę ogarnęliśmy ruszyliśmy do miasta.Potem rozdzieliliśmy się i wraz z szatynem ruszyłam do kowala.Musieliśmy trochę popytać by tam trafić ale w końcu dotarliśmy.Budynek wyglądał jak każdy inny.Odznaczał się tylko tym iż wydobywał się z niego straszny hałas.Ciemne,drewniane belki pokryte były pajęczyną.Niektóre były osmalone.Seweryn ruszył przodem.Gdy weszliśmy deski zaskrzypiały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz