Gdy stwierdziłyśmy że jesteśmy już wystarczającą daleko od potwora ruszyłyśmy przed siebie. Gleba, po której szłyśmy zaczęła się zmieniać. Z twardej czerwonej zrobiła się sypka i jasna.
-Pustynia?-mruknęła Marcela.-A więc nasze światy zbytnio się nie różnią.
-Gorąco...-mruknęłam. Podwinęłam rękawy swojej bluzki. Brunetka jeszcze raz spojrzała na mapę i przekrzywiła głowę.
-Deserta Ruiny. Dziwna nazwa...No cóż zaraz przy niej będziemy.-powiedziała i zwinęła mapę.
-To, to?-wskazałam na jakiś kształt.
-Tak.
-Ah te moje okulary!-mruknęłam. Rozmazana plamka zaczęła nabierać kolorów. Wyglądała dość...dziwnie. Było tam sporo porozrzucanych kamieni części cegieł oraz zżółkłych materiałów. Myślałam że ta nazwa skrywa jakieś miasto, serio nie myślałam o prawdziwych ruinach.
-I co? Mamy na nią tutaj czekać?-spytałam.
-Najwyraźniej...-powiedziała i zdjęła bluzę.-W sumie to mówiła, że będzie już na nas czekać.
Rozejrzałam się. Wszędzie był tylko piasek i wysuszone, pojedyncze krzaki.
Razem z Marcelą postanowiłyśmy poczekać na Martynę. Wyglądała na godną zaufania. Minuty przeciągały się w godziny. Słońca nie przestawały grzać a mnie robiło się już duszno. Marcela też nie wyglądała na zachwyconą. Miała krótkie włosy sięgające ledwie do ramion a i tak spięła je w mały kucyk, żeby chociaż trochę się ochłodzić.Stała teraz przed ruinami niegdyś pięknej budowli,przyglądając się jej w skupieniu.
-Gdzieś już ją widziałam...-mruknęła. Podeszłam do niej i spojrzałam na miejsce, w którym utkwił jej wzrok. Nic mi się z nią nie kojarzyło.
-Nie naczytałaś się za dużo książek?-uśmiechnęłam się.
-Nie...Na historii o tym mówiliśmy...Ale nie mogę sobie przypomnieć nazwy.
Nagle zauważyłam jakiś cień obok mnie. Dźgnęłam lekko Marcele w bok. Najwyraźniej go zauważyła bo zrobiła bardzo poważną minę. Serce podeszło mi do gardła. Powoli odwróciłam się na pięcie.
-Seweryn!-usłyszałam pisk Marceli.
-Kacperek?-zdziwiłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz