niedziela, 2 listopada 2014

Wszystko jest możliwe!-Zamek-Rozdział 18

Wiktor uciął sobie krótką pogawędkę z chłopakami,kiedy Marcela próbowała się otrząsnąć.Musiało to być bardzo ciężkie.Tyle rzeczy zdarzyło się w jednym momencie.Dziewczyna siedziała i ślepo patrzyła się w ziemię.Wiedziałam że się zamyśliła.Jej wzrok był pusty.
Chłopacy podeszli do nas wyraźnie zmartwieni.
-Już Ci lepiej?-spytał Seweryn.
-Tak-westchnęła cicho.-Tak w ogóle co Ty tu robisz?-to pytanie skierowała do blondyna.-Znaczy domyślam się że pochłonęła się czarna dziura bla,bla,bla...Ale skąd wiedziałeś że tu jesteśmy?
Chłopak zamyślił się na chwilę.
-Z czarną dziurą trafiłaś.Jeśli chodzi o was to nie długo wszystko stanie się jasne-uśmiechnął się lekko.-Chodźcie ze mną.
Posłusznie wstaliśmy i ruszyliśmy za nim.Razem z Marcelą szłyśmy z tyłu.Bałam się że dziewczyna dostanie ataku padaczki,zemdleje czy co to tam...Ale wyglądała dobrze.Kolory wróciły na jej twarz,a jej wzrok znów był obecny.Co jakiś czas uśmiechała się,gdy chłopacy rzucali do siebie kąśliwe wyzwiska.Szliśmy za domami,ciemnymi zakamarkami aż znaleźliśmy się niedaleko zamku.Wiktor dał znak żebyśmy szli gęsiego.Chłopak świdrował wszystko swoimi bystrymi oczami przy czym zachowując się normalnie.Gdy doszliśmy do głównej bramy dwóch strażników w końcu zwróciło na nas uwagę.Podeszli na nas z uśmieszkiem mówiącym "jestem od Ciebie lepszy,mam fajny mundur".
Blondyn powiedział coś od nich cicho.Mężczyźni chrząknęli i dali znać ręką.Nagle wielka brama podniosła się.
-Idziemy-mruknął i znów ruszyliśmy.Znaleźliśmy się na dworze.Wszędzie rosły piękne,różnokolorowe kwiaty o słodkim zapachu.Drzewa miały barwę zieloną,niebieską,morską.Soczysta,zielona trawa lekko kołysała się na boki.Ogrody oddzielały od siebie brukowane drogi,po których od czasu do czasu przejeżdżały konie z jeźdźcami.Szliśmy główną drogą wprost na wielkie,ciemne,drewniane drzwi ze złotą klamką.Wiktor pchnął je lekko i otworzyły się.Wmaszerowaliśmy do środka.Hol był bogato ozdobiony najróżniejszymi obrazami.Na kafelkowej posadce leżał aksamitny,czerwony dywan.Przez wielkie okna wpadały promienie chylącego się już słońca.
-Ojej...-mruknęłam.Zauważyłam że blondyn uśmiechnął się zwycięsko.Dalej znajdowały się wielkie schody.Ruszyliśmy po nich w górę i skręciliśmy w wąski korytarz po prawej.Następnie Wiktor otworzył potężne drzwi po lewej i wszedł.Ruszyliśmy za nim.Znaleźliśmy się w wielkiej sali.Wszystko było tam eleganckie.Świeczniki,dywany oraz najważniejsze.Tron.Wielki marmurowy tron z paroma poduszkami.Lecz najbardziej zdziwiła mnie osoba w nim siedząca.Była trochę wyższa ode mnie.Miała kręcone,brązowe włosy i srebrny diadem z niebieskim kryształkiem.Oczy jej lśniły mądrością i stanowczością.Ubrana była w piękną różowo-niebieską sukienkę oraz srebrne pantofelki.Dziewczyna spojrzała w moją stronę.Wielki uśmiech pojawił się na jej twarzy.Zerwała się z miejsca i rzuciła w naszą stronę.Mocno przytuliła mnie oraz Marcelę.
-Tak się cieszę że was widzę!-krzyknęła.
-Marta....Nawet ty?-uśmiechnęłam się lekko przyciskając ją do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz