-Tak się cieszę że was tu znalazłam!-uśmiechnęła się szeroko Marta.
-Kurczę chyba niedługo całą szkołę tu znajdę-mruknęła Marcela.
-Chodźmy coś zjeść,mam nadzieję że jesteście głodni!
-O nie skąd!-powiedział Kacperek.-Dieta oparta na jagodach była wspaniała,a teraz gdzie jest normalne żarcie?!
Wyszliśmy z pomieszczenia i ruszyliśmy w głąb korytarza.Nagle szatynka zatrzymała się i pchnęła kasztanowe drzwi.Znaleźliśmy się w jadalni.Było tu dość...Królewsko.Tak to chyba dobre określenie.Przy stole mogło jeść z pięćdziesiąt osób!Przy nich stały krzesła z ręcznie rzeźbionymi oparciami.Na ścianach wisiały świeczniki z żarzącymi się na nich świecami.Marta ruszyła przodem i zajęła miejsce na przodzie stołu.Ruchem ręki zachęciła nas do zajęcia miejsc.Ruszyłam nieśmiale za Marcelą i usiadłyśmy niedaleko niej.Chłopacy zrobili za naszym przykładem i usiedli na przeciwko.Zaraz potem przyszła służba i zaczęli znosić różne potrawy.Mięso wyglądało na dość...Tłuste dlatego zajęłam się pałaszowaniem chleba z dżemem.Znaczy mam nadzieję że to był dżem.
-Opowiadajcie jak tu trafiliście!-uśmiechnęła się nasza przyjaciółka.
-No fo frostu pphyła...-zaczął Kacperek z pełną buzią.
-Poczekaj-uśmiechnęła się Marcela.-Może ja to opowiem a ty jedz.No wiesz nie chcę żebyś zemdlał bo taki głodny będziesz czy coś.
Chłopak uśmiechnął i wziął następną porcję kurczaka.Chyba to był kurczak....No nie ważne!
Marcela zaczęła opowiadać wszystko ze szczegółami a ja od czasu do czasu przerywałam jej,aby coś dopowiedzieć.Później pałeczkę przejął Seweryn opowiadając jak trafił tu z szatynem.
-Mieliście niezłe przygody-uśmiechnęła się Marta.-No więc ze mną była tak.Kiedy już przyjechał autobus to normalnie do niego wsiadłam.Nie działo się nic nie zwykłego.Ludzie byli normalni,pogoda...Nawet ten facet przebrany za koguta.
-Koguta!?-pisnęłam.
-Inna historia...-westchnęła.-No wracając do tematu.Kiedy wysiadłam zawiał silny wiatr i autobus odjechał.Ruszyłam w stronę mojego domu aż nagle BUM.Ciemność widzę! No i tak znalazłam się tutaj.Dosłownie.Pojawiłam się i patrzę siedzę na tronie.Ta cała straż powiedziała że jestem jakąś tam księżniczką.Pokazali mi jej portret i na prawdę jest do mnie podobna.Jako że strasznie się przestraszyłam że jak im powiem prawdę to mnie wyrzucą z zamku i będę się błąkać jak bezdomna to zostałam.Dlatego zwracajcie się do mnie w ich obecności "Argentyna".
-Jak ten kraj?-spytałam.-Uroczę.
-Taa...W jakiś sposób na pewno.
Nagle otwarły się drzwi.
-MARTA! Nie mogę tego zawiązać! To jest jakieś kosmiczne!
Do pokoju wszedł brunet ubrany w elegancką marynarkę i spodnie.Próbował zawiązać sobie na szyi krawat ale jakoś mu nie szło...Gdy podniósł na nas wzrok wielki uśmiech zagościł na jego twarzy.
-O ludzie...Siema!
-Mazur?-Seweryn uśmiechnął się do kumpla.
-Nadal tego nie zawiązałeś?-skarciła go Marta.
-Przecież Ci pokazywałem...-mruknął Wiktor.
-To jest słabe...-mruknął brunet.-Ten strój tak samo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz