Wracaliśmy bardziej uważając.Próbowaliśmy nie rzucać się w oczy.Gdy wyszliśmy z bardziej zaludnionej części miasta zwolniliśmy.
-Trzeba powiedzieć im o wszystkim-zaczęłam.
-Taa...Jestem ciekawy jak wygląda ta księżniczka...
-Nie licz na podryw.Jesteśmy tu tylko na chwilę.Znajdziemy portal i wracamy do domu-mruknęłam.
-Spokojnie!-uśmiechnął się.-Żartowałem coś ty taka zgryźliwa?
-Zgryźliwa? Przepraszam! Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.-skłamałam.Jakieś dziwne uczucie kuło mnie w żołądku.Doszliśmy do naszego obozowiska.
Nagle usłyszałam wściekły głos mężczyzny.
-Co tam się dzieje...-Seweryn powiedział jakby sam do siebie i przyśpieszył kroku.Gdy zobaczyliśmy co się dzieje oniemiałam.Dwóch strażników trzymało Kacperka za ramiona ale on szarpał się jak szalony.Gorzej było z Marcelą.Leżała na ziemi i z nienawiścią patrzała na ostatniego.Powiedział coś do niej i sięgnął do pasa.Wyjął z pochwy srebrny miecz i uniósł go nad głowę.Dziewczyna otworzyła szerzej oczy,lecz nie mogła się ruszyć.
-Marcela!-krzyknęłam piskliwym głosem kiedy ostrze zaczęło spadać na dół.Z oczu zaczęły spływać mi łzy.Z frustracją schowałam twarz w bluzę Seweryna i modliłam żeby to wszystko było snem.Usłyszałam zgrzyt stali.
-Co jest?...-powiedział brunet.Z wielką siłą woli otworzyłam oczy i spojrzałam w tamtym kierunku.Zamiast zobaczyć straszną scenę ujrzałam coś czego nigdy bym się nie spodziewała.Marcela nadal leżała w tym samym miejscu,lecz coś się w niej zmieniło.Jej twarz pokazywała że jest zaskoczona.Nad nią stał chłopak z uniesionym mieczem,blokując atak strażnika.Tym chłopakiem był Wiktor.Miał jasne blond włosy ścięte krótko oraz jasno niebieskie oczy.Wykrzywił twarz w grymasie i odepchnął ostrze przeciwnika.
-Macie stąd odejść...-mruknął.
-Oho...A ty kto?
-Nie ważne.-zaczął grzebać w kieszeni.-Ważne jest że mam to.
Pokazał im srebrną odznakę.Żołnież zachłysną się odszedł parę kroków.Strażnicy z tyłu puścili Kacperka,który upadł głucho na ziemię.
-Teraz grzecznie podacie mi swoje nazwiska-na jego twarz wpełzł chytry uśmieszek.Mężczyźni wypełnili rozkaz i odeszli.
Wiktor ukląkł obok szatynki i przyjrzał jej się dokładnie.
-Nic Ci nie jest?
Widziałam że dziewczyna wypuściła powietrze i zarzuciła mu ręce na szyje.To był taki uroczy widok.Zorientowałam się że przez cały czas trzymałam się za rękaw Seweryna.Spojrzałam na niego i puściłam go.Pobiegłam do dziewczyny gdy już blondyn uwolnił się z jej uścisku.Przytuliłam ją i zaczęłam cicho płakać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz