czwartek, 13 marca 2014

Wszystko jest możliwe!-Rozdział 3-Napoleon i Alfons zdrajczyniami.

Grupa mężczyzn zabrała mnie i Marcelę do jakiejś góry.Dopiero,gdy odpowiednio się zbliżyliśmy mogłam zobaczyć czemu.Nad nami w górach stał wielki pałac.Wyglądał jakby zbudowany był z fioletowych kryształów i czarnego kamienia,którego mieli tu pod dostatkiem.Wyglądał trochę jak pałac z tych wszystkich bajek.Faceci krzyknęli i zaczęli pionowo chodzić pod górze.Poczułam dziwne motylki w brzuchu,gdy spojrzałam za siebie.Byliśmy już ponad dwadzieścia metrów nad ziemią.Jak oni to robili? Marcela też nie wyglądała na zachwyconą.Gdy byliśmy już na miejscu facet w fiolecie uśmiechnął się.
-Postawcie je.-rozkazał.Mówiąc postawić chyba nie miał na myśli zrzucić,jak zrobili to przed chwilą.Mężczyzna zacmokał i podał rękę Marceli.Ta tylko prychnęła i sama wstała.Ja z chęcią przyjęłam pomoc i wstałam.
-Witam was moje panie!-powiedział,jak gdyby zaczynał jakąś przemowę-Serdecznie zapraszam do mojego królestwa!
-Hmm...Jestem Julia-podałam mu rękę.-A to Marcela
-Ah! Julia! Piękne imię!-ujął moją rękę i pocałował ją.-Ja nazywam się Gilberto! Zapraszam was! Proszę!
Skrzywiłam usta w uśmiechu i wytarłam rękę o bluzkę z niesmakiem.Jeszcze parę razy powiedział "zapraszam","proszę" lub "moje panie",gdy dopiero na prawdę poszliśmy.Gilberto pchnął wielkie diamentowe drzwi i weszliśmy.Chyba po raz piąty doznałam szoku.Stanęłam na wielkim czerwonym dywanie i rozejrzałam się wokoło.Wszędzie było napchane marmurowych posągów przedstawiających jego samego.Wielkie okna oświetlały całe pomieszczenie oraz korytarz ciągnący się przed nami.Mężczyzna skłonił się lekko i poszedł pierwszy.Ruszyłyśmy zanim i wymieniłyśmy niespokojny wzrok.Korytarz zaprowadził nas do wielkiej sali tronowej.Zupełnie pod ścianą,przed nami stały dwa trony-dla króla i królowej.Nad nimi wisiała niebiesko-fioletowy materiał spływający na boki.Na samym środku leżała masa wielkich poduszek.Na nich leżały dwie dziewczyny pijąc coś oraz śmiejąc się co jakiś czas.Spojrzały na Marcelę i posłały jej dziwne spojrzenie.Ona tylko zerknęła na mnie i zignorowała to.Pierwsza z dziewczyn wyglądała jak jakaś arabska księżniczka.Miała zakryte usta różowym,świecącym materiałem oraz upięte karmelowe włosy.Druga miała jasne blond włosy trochę jaśniejsze od moich.Miała na sobie jasno niebieską sukienkę.
-Proszę rozgośćcie się!-Gilberto wskazał na dwie dziewczyny.Wzruszyłam ramionami i podeszłam do nich z uśmiechem.
-Cześć-przywitałam się-jestem Julia.
Dziewczyny zaczęły mi się przyglądać jakbym wytarzała się w czymś śmierdzącym.Nagle uśmiechnęły się szeroko i odsunęły się.
-Chodź przysiądź się.-wyczułam w głosie dziewczyny z karmelowymi włosami wyraźny akcent.Marcela stała z tyłu,wyraźnie było widać że chętnie by się stąd wyrwała.Usiadłam gdzieś z boku.Zaraz po tym wszedł Gilberto z szerokim uśmiechem na twarzy.
-A więc się już poznałyście!-uśmiechnął się szeroko-Dobrze że moje żony się lubią!
Marcela zaczęła kaszleć jak opentana.Podeszłam do niej i klepnęłam ją lekko w plecy.
-Żony!?-zdziwiła się.
-No tak! Czyżbym wam nie powiedział? Tak mi przykro!
Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na Marcelę.
-Sory nie skorzystamy.-powiedziała i skierowała się do wyjścia.Mężczyzna zagrodził jej drogę.
-Oj nie bądź taka niedostępna!-jego gogle zabłyszczały-A poza tym...Nie macie wyboru...Za przyjaźnicie się z Napoleon i Alfons.
-Że z kim?-spytałam.Wskazał palcem na dwie dziewczyny siedzące na poduszkach.-Ciekawe imiona...
-Żegnam! Wpadnę do was później!-pstryknął palcami i zniknął.
-Czekaj!-Marcela wrzasnęła i rzuciła się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał.-Mam dość tego miejsca...
-Papa kochany!-Napoleon i Alfons krzyknęły za nim.Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.Dopiero teraz spostrzegłam dziewczynę siedzącą obok ściany przy małym stoliku.Najwyraźniej piła herbatę uważnie przyglądając się tej całej sytuacji.Marcela ruszyła w jej stronę a ja podreptałam za nią.
-Cześć.Masz na imię Filemon?-spytała z sarkazmem w głosie.
-Huh? Nie,jestem Martyna,usiądźcie.-powiedziała i nalała nam herbaty.
-No więc...Masz normalne imię,nie zabiłaś nas wzrokiem...Mieszkasz tu?
Dziewczyna pomachała przecząco głową.
-Pochodzę...-zamyśliła się jakby szukała właściwego słowa.-Z ziemi.
-Świetnie bo my też...-mruknęła Marcela-powiedz mi kim On jest i czego chcę od nas? Możemy się stąd wydostać?
Martyna spuściła lekko głowę i zrobiła się bardziej przygnębiona.
-Stąd nie ma wyjścia.
-A te dwie?-spytałam.
-To głównie przez nie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz