środa, 12 marca 2014

Wszystko jest możliwe!-Rozdział 2-Faceci w ręcznikach atakują.

Obudził mnie hałas.Musiałam przez chwilę ogarnąć co się dziej.Burza bez chmur? Czarna dziura? Ach tak normalka...Usłyszałam kroki.Oblał mnie zimny pot.Gdzie ja jestem? Kto to jest.Instynktownie chciałam się obrócić i sprawdzić ale się powstrzymałam aż usłyszałam znajomy głos.
-Julka wstawaj-Marcela potrząsnęła moje ramię.Powoli się podniosłam i rozejrzałam.Byłyśmy w grocie z czarnego kamienia.Z lewej strony wlatywało światło.
-Gdzie my jesteśmy?-zamrugałam.
-Nie mam zielonego pojęcia!-dziewczyna wstała i zaczęła się przechadzać jak to robiła przed chwilą-Chwilę potem jak wpadliśmy to tej dziury znalazłyśmy się tutaj! Chłopaki gdzieś zniknęli! Zauważyłam tą jaskinie więc cię tu przyniosłam,musimy ich znaleźć.
Skinęłam głową i wstałam.Podeszłam do dziury skąd wydobywało się światło.Gdy wyszłam zaniemówiłam.Zamiast chodnika wszędzie znajdowała się czerwona ziemia porośnięta gdzie nie gdzie czarnymi krzewami.Niebo z pięknie błękitnego zmieniło się w ciemno czerwone chmury co jakiś czas zakrywające dwa słońca.Po prawej stronie wznosiła się góra skalna z czarnego kamienia.
-Ojej...
-Też tak powiedziałam,gdy tu wylądowałyśmy-mruknęła.-Chodźmy.
Skinęłam głową i poszłam za Marcelą.W tym dziwnym miejscu było z dwa razy goręcej niż w szkole (pewnie dzięki drugiemu słońcu) więc zdjęłam swoją ciemno zieloną kurtkę i zawiązałam sobie w pasie.Nagle obok mnie przebiegło coś co wyglądało jak połączenia psa z dzikiem.Przy śpieszyłam kroku i dołączyłam do brunetki.
-Dlaczego oni wylądowali gdzie indziej niż my?-zaczęłam się zastanawiać.
-Może dlatego że podczas lotu złapałaś się za moją kurtkę?
-Pewnie tak,to znaczy że jeśli oni się trzymali to mogą być zupełnie w innych miejscach-zmarszczyłam brwi-mam nadzieje że nic im nie jest.
-Poradzą sobie.-Marcela uśmiechnęła się lekko-Nie są takimi sierotami.
-Czy to jest lawa?
-Co?
-Spójrz-wskazałam na jeziorko.Lecz zamiast wody znajdowała się tam ciekła magma.
-Nie lubię tego miejsca-mruknęła dziewczyna i ominęłyśmy lawę.Nagle usłyszałam szybkie kroki.Obróciłam się w prawo i zobaczyłam jakiś facetów w ręcznikach.
-Co jest...-z drugiej strony nadciągnęła kolejna fala i tym razem myślałam że śnię.Stanęli przed nami i uklękli.Byli bardzo napakowani (aż za bardzo) wyglądali jak bliźniacy,w sumie dwunastoracy...Za nimi pojawił się jakiś człowiek.Miał na oczach fioletowe gogle i takiego samego koloru garnitur.Jego włosy były szare,lecz nie siwe.
-Panowie zabierzcie tę anielicę do zamku!-powiedział dostojnie.Faceci rzucili się na nas i unieśli na rękach.Poczułam się jakby znowu przenieśli mnie do szkolnej szatni.Mężczyźni zwrócili się w lewą stronę i z zawrotną prędkością popędzili przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz