Dziewczyny podeszły do magazynu.Był dużym,niebieskim budynkiem zbudowanym z blachy.Lucy podeszła do drzwi i pchnęła je lekko.Cicho zaskrzypiały i otworzyły się.Obie weszły. Emily zamknęła drzwi i podeszła do Lucy.
-Zimno tu...-mruknęła.
-Taa...Spójrz! Tam jest światło.-powiedziała i podeszły do miejsca skąd wydobywał się blask.Nagle usłyszały szelest folii za skrzyniami.
-Co to było?-mruknęła Emily.Lucy wzruszyła ramionami i ruszyła w tamtą stronę.Nagle przed nią wyskoczył jakiś chłopak.Mógł mieć max 14 lat.Miał brązowe poczochrane włosy i zielone oczy.Wyglądał jakby dopiero się obudził ale miał w oczach determinację.
-Odejdzie stąd!-krzyknął i nagle zza pleców wyjął miecz.-Albo tego pożałujecie!
Lucy cofnęła się szybko.Chłopak przypatrzył się bardziej obydwóm dziewczynom.
-He...To tylko jakieś dziewczyny...-powiedział i opuścił miecz.-Co wy sobie myślicie?! Mogłem was skrzywdzić!-zaczął krzyczeć.
-Hej! Co się na nas wydzierasz!? To ty na nas naskoczyłeś z tym mieczem i jeszcze masz coś do nas!?
-Może gdybyście się tak nie skradały do by do tego nie doszło! Powaliło was!? Większych idiotek chyba nie widziałem!-krzyknął.Lucy uniosła pięść ale poczuła rękę przyjaciółki na ramieniu.Spojrzała na nią wściekła ale zaraz po tym się uspokoiła.Dziewczyna zauważyła że Emily ma łzy w oczach.Była bardzo wrażliwa i łatwo było ją skrzywdzić.Chłopak,również na nią spojrzał i mina mu złagodniała.Nagle zza skrzynki wyłoniły się dwie mały istotki i schowały się za nogami chłopaka.
-Hej nie bójcie się-powiedział i położył rękę na głowie jednego z nich.-Dobra...powiedzcie dlaczego tu przyszłyście.
Lucy nadal miała ochotę mu przywalić ale powstrzymała się.Zaczęła mu opowiadać o tym jak zaatakował ich ten dziwny byk i o ptakach.Gdy skończyła chłopak skinął głową i mruknął:
-A więc jesteście takie jak my. Dobra chodźcie opowiem wam o czymś. A tak w ogóle jestem Max.
Dziewczyny posłusznie poszły za nim.Doprowadził je do miejsca skąd wydobywało się światło.Okazało się że paliło się tu małe ognisko.Obie usiadły na podłodze.
-Trzymajcie.-powiedział i rzucił im koc.Dziewczyny opatuliły się nim i wpatrywały wyczekująco w Max'a.Nagle małe postacie wyszły zza chłopaka i usiadły obok niego.Były to bliźniaki,dziewczynka i chłopiec.Mogli mieć około 9 lat.Obydwoje mieli rozczochrane brązowe włosy oraz figlarne oczy.
-Dobra,słuchajcie. Mówiłyście mi że gonił was jakiś byk oraz ptaki,nie?No...nie tylko was coś takiego spotkało.Tydzień temu kiedy wracałem ze szkoły zaatakował a mnie jakaś smocza kobieta o zielonej skórze pokrytej łuskami,żółtych oczach i dwóch ogonach zamiast nóg. Noo...Próbowała mnie zabić więc uciekłem.Wtedy właśnie natknąłem się na tą dwójkę.-wskazał na bliźniaków.-Siedzieli pod drzewem i płakali.Spytałem co się stało odpowiedzieli że prawie zjadł ich jakiś koguto-koń,więc wziąłem ich ze sobą i przyszliśmy tutaj.Od tej pory cały czas atakują nas takie potwory...Więc myślałem że wy też...
-Jesteśmy potworami.-dokończyła Emily.Max skinął głową.Nagle coś huknęło o dach magazynu.
-No nie...-powiedział mały chłopczyk.
-...znowu?-dokończyła jego siostra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz