Lucy podeszła pod dom przyjaciółki.Był nie duży,pomalowany na biało.Za domem był piękny ogród,o który dbała każdego dnia.Powietrze wypełniał zapach róż,tulipanów i jeszcze więcej kwiatów,których nazw nie znała.Dziewczyna odgarnęła niesforną grzywkę na bok i zapukała do drzwi.Usłyszała trzeszczenie drewnianych schodów i nagle drzwi otworzyły się z hukiem.Na progu stała dziewczyna o długich czarnych włosach oraz jasnych zielonych oczach.
-Idziemy?-spytała z uśmiechem.-Tato wychodzę!-krzyknęła jeszcze przez ramię i wyszła.
-Emily...-powiedziała spokojnie Lucy.-Nie zapomniałaś o czymś?
Dziewczyna zamyśliła się przez chwilą i nagle ją olśniło.
-A no tak!...-weszła z powrotem do domu i po paru sekundach wyszła z żółtym plecaczkiem.Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i obie ruszyły przed siebie.Lucy nie mogła doczekać się aż dojdą do parku.Dziś miała spotkać się ze swoim tatą.Pierwszy raz w życiu go zobaczy!Odkąd dziewięć lat temu zginęła jej matka mieszkała w małym domku cioci.Ale nie była to ciocia,która troszczy się o swoją siostrzenice,nie.Była to taka,która traktowała ją jako służącą.Lucy już nie raz myślała o przeprowadzce,do któregoś z jej innych krewnych ale jakoś nie znała nikogo.Gdy wczoraj wieczorem znalazła liścik na swoim łóżko prawie oszalała z radości.W końcu będzie mogła odejść od tego wrednego babsztyla.Dziewczyna wydobyła z kieszeni dżinsów małą pogiętą kartkę.
Droga Lucy
Przepraszam że nie odzywałem się do ciebie przez długi czas. Ale miałem swoje powody.Może chciałabyś się spotkać?Będę czekał jutro w parku.
Twój tata
Lucy uśmiechnęła się do siebie i włożyła go z powrotem.
-A więc jak wygląda?-spytała Emily.
-Nie mam pojęcia.Może będzie podobny do mnie?-westchnęła.-Ale on na pewno mnie pozna-powiedziała z determinacją w głosie.Gdy dotarły na miejsce usiadły na ławce.Przed nimi rozciągał się piękny widok.Stała tam fontanna z krystaliczną wodą gdzie jakieś dzieci śmiały się i bawiły.W całym parku był dużo drzew oraz najróżniejszych kwiatów.Wszędzie unosił się słodki zapach jakby miodu.Dziewczyny zaczęły rozmawiać na wszystkie możliwe tematy czekając na tatę Lucy.Po dwóch godzinach dziewczyna zaczęła się martwić.Może nie do tego parku miała przyjść? Nie w mieście był tylko jeden.Może nie na tą godzinę? Nie ojciec nie podał jej godziny.A co gorsza park cały opustoszał.
-Halo...Lucy!-przyjaciółka pomachała jej ręką przed oczami.
-Hm?
-Pytałam się czy wszystko w porządku?-odpowiedziała.
-Ah no tak,jasne.-powiedziała.-Czy to nie dziwne że nikogo tu nie ma?
Emily rozejrzała się dookoła,nawet nie zwróciła na to uwagi że zostały same.Co było dziwne bo w parku zawsze było mnóstwo ludzi.
-Może gdzieś jest impreza?-zasugerowała.Nagle usłyszały długi ryk.
-Wątpię...-powiedziała powoli.Wstała z ławki i spojrzała zza krzaki.Ujrzała tylko kurz.Wytężyła wzrok i zobaczyła coś strasznego.To coś biegło na nią i na Emily.
-Emily,chodź idziemy stąd-powiedziała szybko.
-Ale dlaczego?Miałyśmy czekać na twojego tatę,prawda?
-Zmiana planów,patrz-wskazała coś wielkiego.Emily pobladła jak płótno i przytaknęła.Zaczęły biec prosto do domu Lucy.Ryczenie stało się donośniejsze i ziemia zaczęła się trząść.Lucy zaryzykowała i spojrzała do tyłu.Od razu wiedziała że był to błąd.Gdy spojrzała na stworzenie,ktore je goni zwolniła bieg by mu się przyjrzeć.To coś wyglądało jak wielki,zmutowany byk.
-Lucy!-usłyszała krzyk przyjaciółki.-Biegnij!
Dziewczyna skinęła głową i przyspieszyła zostawiając stworzenie daleko z tyłu.Gdy już powoli zbliżały się do krańca parku zaczęła układać plan ucieczki.Gdzie mogła się ukryć?Nie chciała narażać nikogo nawet tego babsztyla.Za ostatnim drzewem skręciła ostro w prawo się zatrzymała.Złapała za rękę szatynkę i obie wskoczyły w krzaki.Siedziały tam cicho próbując uspokoić oddech oraz nasłuchując czy byka już nie słychać.Gdy słychać było już tylko popołudniowy wiatr Lucy postanowiła się odezwać.
-Nic ci nie jest?-spytała.
-Nie.-odpowiedziała przyjaciółka.-Co to w ogóle było?.
-Byk?
-No ale co robił by w naszym parku?
Lucy wzruszyła ramionami i wyjrzała zza krzaków.Było pusto.
-To co teraz?-spytała i wstała.
-Nie możemy pójść do domu...To może wrócić-mruknęła w odpowiedzi.-Myślisz że policja nam uwierzy?
-Na pewno nie.A ty uwierzyłabyś dwóm trzynastolatkom że gonił je dwumetrowy byk?
-No nie.
-Musimy się gdzieś schować...Nie wiem!-powiedziała i schowała twarz w rękach.
-Spokojnie-Emily położyła jej rękę na ramieniu.-Chodźmy...Do magazynu.
-Magazynu?Czemu tam?
-A czemu nie? Miałyśmy się ukryć,tak?A tam nie było już nikogo od wieków-uśmiechnęła się.
-Dobra prowadź...-powiedziała.
Dziewczyny poszły dobrze sobie znaną drogą prowadzącą do portu.Był tam stary magazyn gdzie kiedyś składało się towary sprowadzane z innych miast.Ale od paru już lat nikt już tam nic nie zostawiał.Zbliżał się już wieczór,dlatego dziewczyny przyśpieszyły kroku.Znajdowały się teraz o dwie ulice od celu.Nagle usłyszały łopot skrzydeł.
-To pewnie tylko ptak...-powiedziała niedbale Emily.Lucy przytaknęła i poszły dalej.Znów łopot skrzydeł,tym razem bliżej.Lucy powoli odwróciła się aby spojrzeć co za ptak z nimi lata.Nagle stanęła jak wryta.
-Em-ily...-wydukała.
-Co?
Dziewczyna spojrzała w tym samym kierunku do Lucy i pisnęła cicho.Nad nimi leciało chyba z tysiąc ptaków.Dzioby wszystkich ptaków wyglądały jakby były zrobione ze stali.Nagle ptaki stanęły i zaczęły zaczęły lecieć prosto w dziewczyny.Emily wrzasnęła głośno.Ptaki wyglądały jakby na chwilę straciły orientacje.Ale po chwili się ocknęły.
-Już wiem!-krzyknęła Lucy.-Emily! Krzycz głośniej!
Przyjaciółka spojrzała na nią z powagą i skinęła głową.Obie dziewczyny zaczęły krzyczeć i nagle ptaki wzbiły się w górę,skrzecząc głośno.Po chwili już ich nie było.
-Co tu się dzieje!?-spytała zrozpaczona Emily.
-Nie wiem...Dobra chodźmy-powiedziała i pobiegły w stronę magazynu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz