sobota, 26 kwietnia 2014

Magia jest wszędzie!-List-Rozdział 1

Znowu wszystko toczy się nie po mojej myśli.Chciałam iść tylko na krótki spacer a tu co? Od razu wszystko zepsułam! Znalazłam się na placu zabaw...Teraz wyglądało to bardziej jak pole bitwy.Wszędzie były porozrzucane plastikowe krzesła oraz stoły.Poszarpane obrusy niegdyś piękne,białe w czerwoną kratę teraz leżały na trawie.Stragan z przekąskami podtrzymywało trzech mężczyzn.A ja stałam na samym środku otoczona grupką ludzi.Nie którzy sprzątali a inni piorunowali mnie wzrokiem.Czułam jak się czerwienie na całej twarzy.
-To nie moja wina...-mruknęłam cicho.
-Zawsze tak mówisz!-zza moich pleców wyrósł duży chłopak.Miał tęgie ramiona i twarz pokrytą toną pryszczy.Część oczu przykrywały mu czarne,tłuste włosy.-Ten twój pech wszystkich już dosięgnął! Najlepiej by było gdybyś się stąd wyniosła.
-Nie mów tak!-czułam że zaraz się rozpłacze.Mogłam się bronić byłam w tym samym wieku co on ale...Było mi wstyd.Oczy zrobiły mi się mokre.Pobiegłam w stronę domu.Pobiegłam na tył domu w stronę ogrodu.Usiadłam pod pięknym,zielonym drzewem i schowałam twarz w rękach.Nie rozumiem dlaczego zawsze przynoszę pecha! Ta burza to nie moja wina,ona po prostu...To był zwykły zbieg okoliczności.
-Na pewno-wstałam i rękawem przetarłam sobie oczy.
-Evanlyn! Obiad!-usłyszałam głos matki.
-Idę!-krzyknęłam i lekko przygnębiona wróciłam do domu.Mama spojrzała na mnie znad talerz.Była kobietą po trzydziestce,lecz nadal wyglądała młodo i sympatycznie.Miała czarne,kręcone włosy oraz bystre niebieskie oczy.Na małym nosie leżały jej okulary,które co jakiś czas poprawiała.
-Coś nie tak?-spytała z troską.
-Nie,nic-skłamałam i usiadłam przy drewnianym stole.Mama przyniosła mi talerz z zupą.Nagle do kuchni wbiegł mój ojciec.W ręku trzymał list.Był bardzo podekscytowany,szybko podbiegł do mamy i pokazał jej go.Ona otworzyła szeroko oczy i upuściła talerz,który rozbił się z głośnym brzdękiem.Zasłoniła usta rękoma i spojrzała w moją stronę.
-Coś ważnego?-spytałam i poczułam silny ucisk w żołądku.Może coś się stało? Ktoś umarł?
-Jedziesz do Hogwartu!-zapiszczała moja matka.Zamrugałam szybko.
-Tak się ciesze słonko!-uśmiechnął się mój tata odkrywając białe zęby.
-A-ale czekajcie...Co to jest Hogwart? A po drugie nigdzie nie jadę!-mruknęłam odgarniając swoje ciemne  kasztanowe włosy.Matka nagle podbiegła do mnie i mocno przytuliła.Ojciec usiadł na przeciwko nadal się uśmiechając,w końcu otworzył list i zaczął czytać na głos:

Szanowna Pani Collins, 
Mamy przyjemnośœć poinformowania Pani, że został Pan przyjęty do szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. 
Rok szkolny rozpoczyna się 1 wrzeœnia. Oczekujemy pańskiej sowy nie póŸźniej niż 31 lipca. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz